wPolityce.pl: Władimir Putin powiedział, że „Rosja jest gotowa pomóc w rozwiązaniu kryzysu migracyjnego na granicach Białorusi z UE”. W jakich kategoriach odczytywać te słowa? Czy to jest zaproszenie wystosowane przez Kreml do KE, aby rozgrywać Polskę, ponad jej głową?
Agnieszka Romaszewska-GuzyAgnieszka Romaszewska-Guzy: Wystarczy spojrzeć na to, co mówiłam poprzednio. Spodziewałam się, że będzie taka możliwość. Oczywiście to jest zachęta do KE, żeby próbować rozmawiać ponad głową Polski. Z całą pewnością. Między innymi, wśród różnych celów jest taki. Poza tym jest też cel, żeby się pokazać jako główny demiurg i macher od tego wszystkiego i ewentualny „zbawca” - „ze mną bądźcie dobrze, to ja wam pomogę”. Oprócz tego, jeżeli można trochę pograć na nerwach Polsce, to dla niego bardzo dobrze.
WP: Pytanie, na ile tutaj Komisja Europejska będzie zainteresowana, żeby osłabić Polskę? Ewidentnie Putin na to liczy.
AR: Zobaczymy. Tutaj możemy tylko powiedzieć, że zobaczymy. Nie jestem skrajnie pesymistyczna, bo mam przekonanie, że znajdą się chociażby elementy rozsądku, które będą mówiły, że Putin Putinem, ale póki co to Polska hamuje falę migracyjną i zachowanie polskich służb i polskiego rządu powoduje, że nie następuje katastrofa w postaci wyznaczenia nowego szlaku migracyjnego, przez który przejdą kolejne dziesiątki tysięcy, jeśli nie setki tysięcy ludzi w ciągu kolejnych miesięcy. Spoczywa to ciągle głównie na barkach Polski. Oni sobie z tego zdają sprawę jednak – co by nie gadali, to zdają sobie z tego sprawę. Oczywiście patrząc na to, jak bardzo mają zwyczaj prześladować Polskę w rozmaitych sprawach, nieustannie, jako chłopca do bicia, to ta propozycja może się wydawać atrakcyjna. Ale z drugiej strony Putin jest trochę niebezpieczny. Właściwie nie wiadomo, co on może im zaoferować, więc myślę, że będą jakoś z tego korzystać, ale może nie tak entuzjastycznie, jakby się to wydawało Putinowi.
KE: chce, żeby Polska zmieniła prawo migracyjne i zakazała push-backu. Zgodnie z tym planem pilnować tego miałby Frontex. To tak jakby próbowano nam odebrać prawo do obrony własnych granic. Jak Pani to ocenia?
AR: Tutaj jest sytuacja taka, że póki te granice nie są umocnione w stopniu wystarczającym, nie jest zbudowany mur, o którym żeśmy mówili, czyli nie zostało zrobione coś takiego, co zasadniczo utrudnia przejście, to tzw. push-back, czyli łapanie tych migrantów po drodze jest nieuniknione. Na czym polega problem? Problem polega na tym, że jest tam kilkaset kilometrów dosyć słabo wyznaczonej granicy i ci ludzie po prostu przez nią przechodzą, przez ileś kilometrów udaje im się w lesie, czy na polach przejść przez tą granicę. Polega to na tym, że się ich łapie nie na samej linii granicznej, tylko poza nią i się ich z powrotem odstawia. To pozwala w ogóle zahamować tę falę. Bez tzw. push-backów w ogóle nie bylibyśmy w stanie ich wyłapać.