W pustce politycznej prawo i porządek zaczęły się załamywać, i pojawiły sie doniesienia o uzbrojonych gangach poruszających się po ulicach Kabulu.
Na pospiesznie zaaranżowanym osobistym spotkaniu wysocy przywódcy wojskowi USA w Doha – w tym McKenzie, dowódca Centralnego Dowództwa USA – rozmawiali na ten temat z Abdulem Ghani Baradarem, przywódcą politycznego skrzydła talibów.
Według amerykańskich urzędników Badar powiedział:
"Mamy problem. Mamy dwie opcje, aby sobie z tym poradzić: albo wy [armia Stanów Zjednoczonych] bierzecie odpowiedzialność za zabezpieczenie Kabulu albo musicie nam na to pozwolić”.
Raport podkreśla, że przez cały ten dzień Biden był zdecydowany w utrzymaniu swojej decyzji o wycofaniu wszystkich amerykańskich żołnierzy z Afganistanu i upadek afgańskiego rządu nie zmienił jego zdania.
I tak McKenzie, powiedział Baradarowi, że misja USA polegała wyłącznie na ewakuacji obywateli amerykańskich, afgańskich sojuszników i innych zagrożonych.
Stany Zjednoczone, powiedział Baradarowi, potrzebują do tego tylko lotniska.
Według raportu Politico z zeszłego tygodnia, administracja Bidena tak mocno zaufała talibom w ich intencjach zabezpieczenia miasta, że podano im listę nazwisk obywateli amerykańskich, posiadaczy zielonej karty i afgańskich sojuszników w regionie, którzy mieli upoważnienie do opuszczenia Afganistanu.