Lunatycy w rządach Stanów Zjednoczonych, Europy i innych krajów rozwiniętych rozpoczynają eksperymenty dotyczący zmiany klimatu: będzie to stosowanie ceł na handel w celu ograniczenia emisji dwutlenku węgla. Pomysł ten ma potencjał, na to aby przeistoczyć negatywnie zasady światowego handlu.
Politycy po obu stronach Atlantyku wskazują na importy stali, chemikaliów i cementu. Taryfy dałyby przewagę konkurencyjną producentom w krajach, w których emisje są stosunkowo niskie (tam gdzie populacje i przyrost ludności zmniejszają się).
Taryfy węglowe, zwane również korektami na granicach, mają na celu wypełnienie luki w polityce krajowej, która zniechęca do emisji. Na przykład kraj, który nakłada podatek węglowy lub inne regulacje na hutę, może podnieść koszty i ceny tej firmy, czyniąc ją mniej konkurencyjną w kraju.
Takie posunięcie mogłoby również zachęcić nabywców do importowania tańszej stali, potencjalnie produkowanej z wyższą emisją dwutlenku węgla, lub zachęcić producentów do przeniesienia produkcji do krajów o mniejszej liczbie regulacji, co niweczy korzyści środowiskowe wynikające z podatków i stawia firmy krajowe w niekorzystnej sytuacji. Ekonomiści środowisk nazywają to wyciekiem.
Ryzyka taryf węglowych są podobne do tych, które wiążą się ze zwykłymi barierami handlowymi. Taryfa węglowa może podnieść koszty produkcji i ceny, szkodząc przedsiębiorstwom kupującym te produkty, a także konsumentom. Uderzyłyby w gospodarki krajów rozwijających się, które są silnie uzależnione od eksportu. I mogą podważyć zasady światowego handlu i wywołać spory handlowe. Niektóre kraje twierdzą, że propozycje są naprawdę zakamuflowanym protekcjonizmem.