Jeśli chodzi o zawarcie porozumienia z Rosją, Joe Biden ma problem. Chce rozmawiać, Władimir Putin chce Ukrainy – i aby to udowodnić, zgromadził na granicy 175 000 żołnierzy.
Przeciwnicy USA mają jasne cele i żelazne pięści, USA ma niezdarnego, mamroczącego prezydenta, który przewodzi sojuszowi w dużej mierze rozbrojonych państw opiekuńczych, wcześniej znanym jako NATO. Wojsko alianckie to przebudzony, ale niesprawny gigant.
Jako prezydenci Biden jest szczególnie słaby. Nie może zjednoczyć własnej partii w Kongresie, a członkowie różnych frakcji nie czują potrzeby dawania mu żądanego ustawodawstwa. Nikt go nie szanuje.
Jako prezydenci Biden jest szczególnie słaby. Nie może zjednoczyć własnej partii w Kongresie, a członkowie różnych frakcji nie czują potrzeby dawania mu żądanego ustawodawstwa. Nikt się go nie obawia ani go nie szanuje.
Jednym z powodów może być to, że niezależnie od punktu zapalnego Biały Dom Bidena odruchowo i wielokrotnie podkreśla swoje zaangażowanie w dyplomację. Czasami obiecuje „solidną” dyplomację, która ma przekazać mocniejszy napar, ale trzeba być przesiąkniętym grami słownymi Departamentu Stanu, żeby przestraszyć się takiej retoryki.