Wbrew niektórym opiniom, zima nie zmniejszy presji na granicę Polski z białorusią. Marznące "kobiety i dzieci" będzie stanowić doskonałe rozdanie w rozgrywce Putina i Łukaszenki z Polską.

MIgrantsatMInskAirport Zatłoczona hala przylotów na lotnisku w MińskuBiałoruski internet i media niezależne coraz więcej uwagi poświęcają migrantom, których widać na ulicach Mińska i przygranicznych miejscowości. Władze z uporem przekonują, że to „turyści”, a odpowiedzialnością za kryzys migracyjny obarczają innych.

W Instagramie, Telegramie i innych sieciach społecznościowych pojawia się coraz więcej zdjęć i nagrań. Migranci śpiący w śpiworach w centrum Mińska, wprost na chodniku, w parku, w przejściu podziemnym czy w strefe tranzytowej na lotnisku.

W komentarzach jest, tradycyjnie, całe spektrum ocen i emocji. Jedni migrantom współczują i apelują, by im pomóc. Inni straszą, że w Mińsku powstanie „arabska dzielnica” albo wzrośnie przestępczość. Niektórzy martwią się o to, czy migranci otrzymują pomoc medyczną, ale są też głosy, że „zajmą szpitale”.
Niedawno pojawiła się informacja o śmierci Irakijczyka w centrum handlowym w stolicy – 35-letni mężczyzna zasłabł i nie udało się go uratować.